Home | Aktualności Gminne | Archiwum
Aktualności kolbaskowo24.pl » GRAMY-POMAGAMY 2013
GRAMY-POMAGAMY 2013

GRAMY-POMAGAMY to powtórka zeszłorocznej akcji mająca na celu zebranie środków tym razem dla pięciorga chorych dzieci w Naszej Gminie.

Nie jest to jeden z kolejnych,beztroskich festynów czy meczy -jakich wiele.

To apel o pomoc i wsparcie.To gorąca prośba o otwarcie swoich serc- na drugiego człowieka.

To otwarta deklaracja :

TAK JESTEM ZA ŻYCIEM,

TAK CHCĘ WESPRZEĆ TE DZIECI,

TAK CHCĘ POMÓC TYM RODZICOM W WALCE O GODNE ŻYCIE ICH POCIECH,

TAK WIEM ,ŻE TAKA CHOROBA MOŻE SPOTKAĆ MNIE TAKŻE,


Najsilniejsze są zawsze Matki …

Codziennie walczą o kolejny dzień życia dziecka,Są zmęczone, ale każdego dnia toczą mozolną bitwę od nowa.

Często do ostatniej chwili nic nie zapowiada takiego dramatu....


Jak to się zaczęło?

Urodził się taki mały, rozryczany, rozkoszny, czerwony i drobny. Urodził się wyczekiwany, chciany, planowany, kochany.

Mój syn. Urodził się niepełnosprawny.


Jak bardzo trudna jest ta miłość?

Wcale nie było łatwo, i dalej nie jest. Niepełnosprawność mojego syna widać na pierwszy rzut oka. Różne są reakcje ludzi. Jedni patrzą z politowaniem, inni z odrazą, kolejni uśmiechają się dobrotliwie. Są też tacy, którzy zdają się nie zauważać tego upośledzenia – tych lubię najbardziej, bo wiem, że nie jestem matką gorszego dziecka.Naturalnym jest, że pragniemy ochronić nasze dziecko przed całym złem tego świata, nie łatwym jest przyznanie się, że często chcemy chronić również siebie. Oswojenie się z niepełnosprawnością trwa, nie wiem czy kiedyś następuje pogodzenie, u mnie jeszcze nie nastąpiło...

Twoja recepta na jego szczęście?

Oswajam go z otoczeniem, siebie ze spojrzeniami i świat z nami. Czasem nie mam sił i popłakuję – bo jak każdej mamie mi też wolno nie mieć sił. Pomyślałam, że może trzeba znaleźć się inaczej w tej sytuacji, bardziej ją zaakceptować. Na jakimś szkoleniu, ktoś powiedział nam, żebyśmy nie traktowali swoich dzieci jak uszkodzonych obiektów, które trzeba naprawić. Tylko przyjęli je takie, jakie są. Pozwolili im w pewnym sensie być tam, gdzie są. To nie oznacza zaniechania, klęski.
Dorastam powoli - to mi zajęło... osiem lat - żeby go kochać takiego, jaki jest. Nie mam już jakichś oczekiwań wobec niego, nie stawiam mu wymagań typu: musi zacząć mówić. A jak nie zacznie? To co?! To też go będę kochać, nawet bardziej,bo nie zaczął,Jacuś nie mówi ani jednego słowa..
Co mój syn lubi? Najbardziej lubi robić coś takiego, wydawać taki dźwięk... (mama uderza paznokciem w łyżeczkę ). Lubi wszelkie stymulacje dźwiękowe, uderzać, rzucać, krzyczeć. Lubi biec, czuć powietrze na twarzy. Bardzo mi ucieka, wiecznie za nim gonię.Myślę, że mój syn nie cierpi. To jest najważniejsze.
Szkoda, że tak mało chce. Ale na tym też polega ta choroba. Nie ma potrzeby poznawania świata, uczenia się nowych rzeczy, zrezygnował z tego w wieku dwóch lat. Zdjęć z tamtego okresu, kiedy był niemowlęciem, nie oglądam, zamknięty czas z poprzedniego życia.Od jego choroby jest inne życie.
Tak, są chwile jasne. Lubi chodzić na spacery i są takie chwile, kiedy nie ucieka, idzie obok mnie, zagląda mi co jakiś czas w oczy, nawet mi podpowie gestem, że mam mu zaśpiewać piosenkę, jest pogodny i wiem, że jest wtedy ze mną, na pewno ze mną, świadomy tego, co robi. To jest taki moment szczęścia, witaminy, które pozwalają przetrwać. No cóż... ta miłość jest czerwona. Boli aż do krwi...

Często bywa tak, że muszę zejść na dół do piwnicy i po prostu pokrzyczeć, popłakać. Bo można oszaleć.

A potem Jacuś woła, tak woła: ''Yh, yh''. Kładzie mi głowę na ramieniu i głaszcze. Kiedyś tak nie robił, a teraz tak pięknie głaszcze ręką! To moje szczęście...

Codzienność to?

Żeby bardziej zobrazować nasz dzień: rano trzeba ubrać, umyć, przewinąć. Żeby ubrać Jacusia, to wymaga dużej sztuki, wszystko na leżąco, bo Jacuś nie stoi. Nie wypróżnia się sam, trzeba zrobić wlewkę farmakologiczną. Nie gryzie, ja przegryzam za niego. Ma problemy z przełykaniem, poję go tylko w pozycji leżącej.
Z łóżka na wózek, z wózka do łazienki, z wózka do samochodu.
Jedziemy do szkoły, tam jestem cały czas z Jacusiem. Po powrocie to samo: rozbieranie, mycie, karmienie. Potem basen, konie - to bardzo dobrze mu robi. Gdyby nie rehablitacja, byłby dziś - jak to mówią inni - ''rośliną''. Nigdy nie wolno nam nawet pomyśleć o tym, że rezygnujemy z jakichś zajęć, bo wtedy to już będzie koniec.
I nocka - śpię z nim, wybudzamy się 5-6 razy, bo ma przykurcze silne; jak już widać grymas na twarzy, jęczenie, przekładam go z boku na bok. Bywało tak, że napady padaczki były w nocy, trzeba szybko podać leki.
I dzień za dniem, dzień za dniem. Jak ktoś mówi: ''Oj, wreszcie weekend''. Myślę sobie: ''Dla kogo...''. Dla rodziców, którzy mają chore dzieci, nie ma weekendów, świąt. Nawet, gdy człowiek pada na nos, kręgosłup wysiada, musi dalej. Czasem mówię: ''Jacuś, no dostałam delegację na całe życie''.
Żeby nie oszaleć, trzeba tak to sobie poukładać w głowie: robimy to dla dziecka własnego, tak mamy, musimy sobie z tym poradzić. Nie mogę tkwić w takim: ''O Jezu, jak ja mam ciężko''.
Ale to jest codzienna walka z własną psychiką. Ja jestem na lekach psychiatrycznych, to nie stanowi żadnej tajemnicy, odwrotnie, uważam, że trzeba o tym mówić: że trzeba iść i sobie pomóc, to to jest niemożliwe, żeby to wszystko przetrwać. Bo to się po prostu nie da.
Poszłam do poradni psychiatrycznej kilka lat temu, kiedy mój mąż doznał udaru. Świat się wtedy zawalił całkowicie. A potem drugi udar. Mąż był bardzo zaangażowany w opiekę nad Jacusiem, a teraz fizycznie nie może nam pomóc w niczym, sam potrzebuje pomocy. I co, miałam się położyć i powiedzieć: niech się dzieje co chce, nie mam siły?
Trafiłam na bardzo fajną panią psychiatrę w przychodni państwowej, ma zawsze czas mnie wysłuchać. Mówi: ''Ja słucham pani i ja mam dyskomfort, bo tak niewiele mogę pani pomóc, uważam, że na pani miejscu, ja bym tego nie ogarnęła''.
Ale optymistyczne jest to, że pojawiają się osoby, które chcą z nami pokrzyczeć: ''Zobaczcie, wczujcie się w nas''. Ta Wasza akcja ze zdjęciami - od razu zgodziłam się na udział-bo jak będziemy się chować, pozostaniemy tematem tabu.

Zbyt wiele osób w naszym społeczeństwie, traktuje osoby niepełnosprawne,czy chore tak jakby były trędowate.Nie chcą myśleć jak żyje się rodzinom z takim problemem,przestają je odwiedzać-tak jest wygodniej,boją się,że może będą proszone o pomoc?A my często potrzebujemy tak bardzo, bardzo Waszej “normalności”...

Czego najbardziej potrzeba?
Oczekujemy czasem zwykłych rzeczy, zrozumienia. I tak po prostu, żeby ludzie nie bali się tych niepełnosprawnych,czy chorych. Nasze dzieci różnie się zachowują, krzyczą, płaczą,zamykają we własnym świecie ,ale nie patrz na nie ,jak na nie wiadomo na co.
Prosta rzecz: jedziemy wózkiem, nie możemy podjechać, coś zagradza drogę. Jak pani nie wtopi wzroku w drugą osobę, nie wyartykułuje: ''Błagam, pomóżcie'' - mało kto zrobi to sam z siebie.
I jeszcze ta mentalność ludzi, że myślą, że Państwo nam na wszystko daje, opłaci turnusy, rehabilitację, właściwie żyć nie umierać. Jacuś, jak każde niepełnosprawne dziecko, dostaje od państwa zasiłek pielęgnacyjny 153 zł. Na pieluchy potrzebujemy miesięcznie 300 zł.
Wszystko trzeba zdobywać, wydrapać spod ziemi. Rodzic rodzicowi przekazuje informacje, bo na „państwowe”nie ma co liczyć. Często ma się wrażenie, że traktują cię: ''Znowu czegoś chcą, znowu po coś przyszli''.
Choćby zwykła rzecz: leczenie zębów. Każdy umywa ręce, jak tylko usłyszy, że dziecko z porażeniem. Nikt nawet nie chce się pochylić. A w szpitalu kolejka. My szczęśliwie znaleźliśmy w końcu prywatny gabinet, w którym powiedziano nam: ''Proszę bardzo''. Okazało się, że właściciele też mają niepełnosprawne dziecko.
Nie mam żadnej pomocy, opiekunki, bo kto chciałby i umiał zająć się Jacusiem? Bałabym się go zostawić z kimś, kto może pod moją nieobecność szturchałby go, ''siedź cicho''. To wpłynęłoby na jego psychikę, a my wypracowaliśmy coś fantastycznego z moim chorym synkiem - że jest POGODNY...nie chcę tego utracić za żadną cenę.

Tej POGODY chcemy naszą akcją dać Wam jak najwięcej.

Dlatego apelujemy już dziś ,do wszystkich mieszkańców TEJ GMINY , a szczególnie do wszystkich matek-pomóżcie tym mamom,które mają nieco więcej na swych barkach od Was, nie trzeba wiele,wystarczy np.upiec jedno ciasto ,wystawić je na stoisku swojej wsi podczas akcji GRAMY-POMAGAMY,sprzedać lub kupić i wrzucić uzyskane środki do puszki kwestujących.Kto inny również jak nie mama zachęci swoje dzieci do wzięcia udziału w rozgrywkach,a męża wygoni na widownię do kibicowania,Każde miejsce jest w tej akcji doskonałą okazją do pomocy-liczy się Wasza obecność ;}

Szczegóły akcji u WASZYCH SOŁTYSÓW.

GRAMY -POMAGAMY 1.12.2013r. NIEDZIELA Szkoła Podstawowa w Przecławiu.

Zapraszają organizatorzy.

W artykule wykorzystano wypowiedzi mam dzieci chorych i niepełnosprawnych,imiona zostały zmienione,cała reszta to życie,ich życie-i trzeba tak niewiele Waszej dobrej woli by choć na chwilę je rozjaśnić odrobiną uśmiechu,

21 pażdziernika 2013, 18:53, Gosia Klebańska
[ powrót... ]
reklama
Pogoda dla Gminy Kołbaskowo

Temperatura:

Kierunek wiatru:
Szybkość wiatru:
Czynnik chłodzący:

Wschód słońca:
Zachód słońca:

Losowanie Dużego Lotka z dnia :

, , , , ,
Średnie kursy walut nr: 191/A/NBP/2020
z dnia: 2020-09-30

:
:
:
reklama
Sonda

Głosuj

proszę czekać

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści ukazujące się na łamach witryny.
Kołbaskowo Przecław Warzymice Stobno Będargowo Bobolin Barnisław Siadło Dolne Kurów Siadło Górne Smolęcin Karwowo Smolęcin Ustowo Rajkowo
Forum Kołbaskowo Linki

XHTML 1.0 CSS 2.0 PHP Powered Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO